Nie upominał się o uwagę. Chory, łysy, z potwornym stanem zapalnym skóry, zrezygnowany. Chciał zniknąć. Pies złamany, upodlony, zapomniany. Trafił do nas tylko dlatego, że Judyta nie posłuchała głosu rozsądku.

W Azylu dochodził do siebie i dał się poznać jako najwspanialszy przyjaciel. Towarzysz, podbijający serca. Inne psiaki przychodziły i szły do własnych domów, a on – pies najcudowniejszy z cudownych – witał je i żegnał, tkwiąc w bezdomności. Aż w końcu zadzwonił TEN telefon! W końcu ma swój DOM – bezpieczny, ciepły, kochający. Taki z ludźmi, radością i dostępem do kanapy! Udało się! Rodzinko – wielkie dzięki! Parys – smakuj życie. W końcu poznasz jak piękne może ono być!