W ostatniej chwili udało nam się uratować jej dzieci - poprzednie zapewne umierały. Buda, łańcuch, głód, porody a do tego pchły, wszoly, kleszcze – takie było jej życie. Trafiła do nas z dziećmi. Wykarmiła je, przeszła 2 operacje oczka (i oczywiście sterylkę). A teraz?

A teraz jest szczęśliwa, zalega na kanapie, ma własne, mięciutkie posłanko, a także posłanko psiego kumpla – już braciszka – które uwielbia mu zabierać. Ma kochających, cudownych, ciepłych ludzi u boku. Ma ciepło, syto. Ma spacery. Ma wszystko! Jej Rodzina ponad 3 tygodnie czekała, aż doktor pozwoli im po nią przyjechać. Gdy usłyszeli, że jest zielone światło, następnego dnia wyruszyli skoro świt! Tyciu, a raczej TYSIU – ściskamy Cię! Rodzinko! Bądźcie razem przez długie, piękne lata!