Niemal całkiem łysa. Sierści miała ciut więcej niż Judith, ale jej stan psychiczny był bardzo podobny. Bała się własnego cienia. Przerażało ją dosłownie wszystko!

W człowieku widziała wyłącznie zagrożenie. Była wychudzona i słaba. Próby wątrobowe kilkukrotnie podwyższone, a stan narządów wewnętrznych też pozostawiał wiele do życzenia. Serce bolało przy każdym spojrzeniu na to psie nieszczęście. Mówiliśmy do niej Mama Nużycowa (taki nasz judytowy slang) bo razem z nią do fundacji przyjechał jej synek. Doglądaliśmy, leczyliśmy, odkarmialiśmy i kochaliśmy. Udało się postawić ją na nogi.

I w końcu nadszedł czas na szukanie domu. I zadzwoniła Pani Ewa. Przeszła procedury i pokonała pół Polski by poznać suczynkę. Pamiętamy to spotkanie. Powietrze aż zgęstniało od miłości i wzruszenia. Pani Ewa nie bała się przeżytej przez psicę traumy, rozumiała jej niepewność i była gotowa dać jej swoje serce. I zrobiła to! Dziś – po roku w nowym domu Mama Nużycowa jest już kochaną Manią i wiedzie życie szczęśliwego psa! Zrobiła ogromne postępy. Czuje się bezpieczna, poznaje świat i każdego dnia od nowa odkrywa, że życie jest piękne! A Pani Ewa przekonuje każdego do adopcji dorosłych psów i kocha swoją przyjaciółkę wariacką miłością. O to właśnie chodzi! O nowe życie dla każdego uratowanego judyciaka! Dziękujemy Rodzince za wszystko, co zrobiła dla Mani! A Tobie Maniu życzymy długich lat z ukochanymi Ludźmi!