Psie dziecko, bez nadzoru człapiące po podwórku. I wypadek bo kto się zajmuje szczenięciem. Ciężki, wielki belot słomy spada na kruche szczenię. Pisk, ból, dezorientacja. Maluch nie wstaje. Coś się stało. Zepsuł się.

Właściciel zabiera dzieciaka do weterynarza. Cel – eutanazja. Pies nie chodzi. Okazuje się, że obie tylne łapki są złamane. Pani Doktor z Sieradza reaguje natychmiast. Tłumaczy ludziom, że pies nie musi umierać, że są na świecie ludzie, którzy będą go leczyć i uratują, jeśli tylko im na to pozwolą. Podpisują zrzeczenie, a Pani Doktor dzwoni do nas. Możliwa jest tylko jedna reakcja – ratujemy.

Zrobiliśmy Krysieńce kolejne, dokładniejsze rtg. Obraz zwalił nas z nóg. Kości malucha są zgruchotane. Dzieciak został zaopatrzony przeciwbólowo. Noc nie była łatwa. Krysia popłakiwała i uspokajał ją tylko czuły dotyk człowieka. Bo takim jest właśnie szczylkiem – szuka pomocy i wsparcia. Mimo bólu merda ogonkiem i z ufnością wtula się w ramiona dwunożnych. Dziewczynka już po operacji. My dopiero zaczynamy oddychać. Jedna z potrzaskanych łapek została złożona. Zabieg wymagał ogromnej precyzji i trwał 4 godziny. Aby ustabilizować kości konieczne było założenie aparatu zewnętrznego, który będzie dzieciakowi towarzyszył przez kilka tygodni. Maleńka dobrze zniosła narkozę. Jest słabiutka, obolała, a prze nią długa i wyboista droga do sprawności. Krysieńka jest pod doskonałą opieką. By mieć na nią oko, zabrał ją do siebie nasz doktor. Tyle bólu, tyle cierpienia. Walcz Kryśka! Musisz być dzielna!