Kiedy do nas trafił, ledwie stał na łapach. wycieńczony, skrajnie zagłodzony, przerażony. Pasożyty wewnętrzne zżerały go żywcem. Odkarmialiśmy go powoli. Najpierw wysokokaloryczna papka - Convalescent - co 2-3 godziny, po to by jego układ trawienny mógł zacząć normalnie pracować. Ciepło domu tymczasowego, stopniowe rozszerzanie diety, suplementy, leki.

I nauka - czystości, życia z człowiekiem, chodzenia na smyczy. Na końcu kastracja, szczepienia. Uff.

Dziś Robin wygląda jak milion dolarów i wiedzie szczęśliwe życie. Jak szalony biega po plażach (tak! wyprowadził się nad morze), przyjmuje głaski od zakochanych w nim po uszy opiekunów, wyleguje się na kanapie i cudownie przyjaźni z kotełem. Takie zakończenia to my lubimy!